Petersburg-Murmańsk-Sołówki

Pamiętam jak dziś, 4 klasę szkoły podstawowej. Nowe przedmioty, a wśród nich geografia, z którą później zwiążę swoje życie. Wówczas to po raz pierwszy zobaczyłem ogromne mapy ścienne. Na jednej z nich – Murmańsk (ros. Мурманск). Nauczycielka wspomniała, że to największe miasto za kołem podbiegunowym. Latem słońce tam nie zachodzi, a zimą nie wschodzi. W najzimniejszym miesiącu w roku temperatura może osiągnąć nawet -40°C, przy czym tamtejszy port nigdy nie zamarza, a to dzięki wpływowi ciepłego prądu Północno Atlantyckiego.

Rysunek1-1920Do wykonania podkładu mapy poglądowej wykorzystano googlemaps

Wówczas te wszystkie informacje wydały mi się strasznie złożone. Jak to jest, że w tak trudnych warunkach pogodowych żyje ponad 300tyś ludzi. Wtedy właśnie postanowiłem w przyszłości pojechać i zobaczyć jak tam się mieszka. Z biegiem lat zdobywałem widzę z takich dziedzin nauki jak wspomniana wcześniej geografia, biologia czy też historia. Zagadnienia związane z: kanałem Biełomorski, archipelagiem Wysp Sołowieckich, tajgą, tundrą, Wyspami Kiży i Wałam, Sankt Petersburgiem (dawniej Piotrogród i Leningrad) wydawały mi się niezwykle fascynujące. Cały ogrom informacji, jaki mimochodem zdobywałem, coraz bardziej determinował mnie do przygotowania wyprawy.

Podczas wyprawy z Markiem do Rumunii (2009r) przedstawiłem w zarysie moje odwieczne marzenie wraz z propozycją współuczestniczenia w przedsięwzięciu. Oczywiście mojego dobrego kolegi nie trzeba było zbyt długo przekonywać. Pod koniec roku przystąpiłem do przeglądania Internetu i szukania informacji typu: co, gdzie, jak i za ile. Zacząłem przeżywać szok. Pamiętam czasy gdy ludzie jeździli do Rosji, bo tam było bajecznie tanio.Tymczasem z relacji jakie znalazłem wynikało, że tamtejsze ceny są jak w Szwajcarii! Na szczęście transport wewnątrz zapowiadał się dość przystępnie. Po „szybkim” zaplanowaniu co chcemy zobaczyć, nadszedł czas zakupić potrzebne gadgety bez których wjazd do kraju będącego przykładem demokracji i wolności obywateli jest niemożliwy, czyli: znaleźć transport do dawnej stolicy Rosji, wizę, ubezpieczenie rosyjskie oraz rezerwację hotelową (voucher, zaproszenie). Może teraz kilka słów o tym co wymieniłem powyżej. Transport – samolot odpadł od razu ze względu na cenę. Autobus – nie wiem czemu, ale jakoś nie natrafiłem na Simple Express, poza tym chcieliśmy jechać pociągiem. Raz że wygodniej, dwa  – milej, trzy – pociąg zatrzymuje się w Orszy na 8 godzin, co za tym idzie można zwiedzić trochę Białorusi. W kasach PKP i na infolinii informowano nas, że nie ma czegoś takiego jak bilet grupowy. A w ogóle to bezczelni jesteśmy, że się pytamy o coś takiego. Jedna szanowna Pani nawet z niekrytą ironią, pretensjami i kpiną w głosie powiedziała: „Grupowy?! Jak Pan sobie to wyobraża? Że przykładowo jedzie cała rodzina z dziećmi do kuzynów w Rosji i co?! Mają niby przez to taniej kupić bilet? Jeszcze czego!! Grupowy istnieje jak ma Pan jakiś dokument, że z urzędu albo instytucji Państwowej a nie tylko dlatego, że was dużo. Pan chyba kpi z PKP”. Po kilku tego typu rozmowach rodem z filmów Barei, Adam postanowił napisać pismo, zaopatrzone w pieczęć katedralną. W tym samym czasie, koło naukowe kierunku Turystyka i Rekreacja miało organizowaną wycieczkę do Piotrogrodu. Nagle zrobiła się spora grupa jadąca w jednym kierunku, pismo katedralne było, jednym słowem z czystym sumieniem PKP zezwoliło nam na zakup biletów i zachciało łaskawie przyjąć nasze pieniądze. Cena to ok 560zł na twarz za bilet w 2 strony. Wiza – trzy tygodniową wizę rosyjską, tranzytową Białoruską (15euro), zaproszenie i ubezpieczenie kupiliśmy za pośrednictwem biura turystycznego Wilejka. Całość kosztowała ok 500zł. Jeśli komuś się wydaje, że jego super drogie ubezpieczenie na cały świat jest akceptowane przez tamtejsze władze radzę to dobrze sprawdzić. Z doświadczenia wiem, że Trzeba Mieć ROSYJSKIE I BEZ DYSKUSJI OBYWATELU!!! Podsumowując, jeszcze nie wjechałem do tego pięknego kraju, a już pozbyłem się bez mała 1100zł! Noclegi w akademiku załatwił Marek po 650 rubli. Ze względu na to, że Wydział Nauk Geograficznych współpracuje z uniwersytetem w Petersburgu warto było pokombinować. Z początku byliśmy załamani taką ceną, lecz później okazało się, że to były najtańsze pokoje na całej wyprawie. Ruszamy w trasę. Nazajutrz około południa docieramy do Orszy.

DSC_0001-1920-1920Byłem zaskoczony Białorusią. Na ulicach czysto, drogi bez dziur, w sklepach normalny wybór towarów, żywopłoty przycięte, place zabaw dla dzieci zadbane. O co chodzi, kiedy słyszymy, że tam taka tragedia. Generalnie czyściej, przyjemniej i bezpieczniej niż na Ukrainie, która ponoć we wszystkich rankingach i statystykach góruje nad obozem Łukaszenki. Ciekawe było zjawisko braku samochodów w tym mieście. Ludzi również prawie nie było – może święto? Pomników Lenina nie sposób nie zauważyć. Pomniki oczywiście zadbane i czyściutkie. Warto wspomnieć, iż w Orszy po raz pierwszy użyto Katjuszy, a jej pomnik jest obecnie główną atrakcją turystyczną miasta. To właśnie o tej „Kasieńce” i o tym brzegu Dniepru jest mowa w słynnej na cały świat pieśni Катюша. Miasto samo w sobie bardzo ładne. Warto je zwiedzić. Ceny niższe niż w Polsce, komunikacja miejska dobrze zorganizowana. Bilet na marszrutkę to wydatek ok 900 rubli białoruskich. Jedziemy dalej pociągiem. W ramach ZBiRu, granica białorusko-polska jest de facto granicą z Rosją. Co za tym idzie do mateczki Rassji wjeżdżamy niepostrzeżenie.

Ok. 6 rano wysiadamy z pociągu. Szybko udajemy się do naszej bazy noclegowej. Oбщежития дляиностранцoв (akademik dla obcokrajowców) z zewnątrz wygląda jak z najgorszego snu. Coś odstaje coś odpada, rdza, smród, bród, kiła i mogiła. Zdjęcie poniżej nie oddaje w pełni pierwszego wrażenia.

Rosja2010_0511-1920W środku korytarze również nie powalają. Zrezygnowani że za taką cenę mamy lochy, odbieramy klucze i wchodzimy do naszej komnaty. Szok to mało powiedziane co przeżyliśmy. Wszędzie czyste kafelki, dwa pokoje z telewizorami, dwie nowoczesne kuchnie ze wszystkimi luksusami (zmywarką, mikrofalą tosterem itd.). Osobno łazienka z biczami wodnymi i WC. Po szybkim zalogowaniu się w noclegowni, udajemy się na dworzec kolejowy by kupić bilety na pociąg do Murmańska. Moja dobra rada, bilety kolejowe należy dużo wcześniej kupować! Rosjanie bardzo dużo podróżują i na kilka dni przed odjazdem biletów niezależnie od klasy pociągu może nie być. Standardowo Rosyjskie „Żelaznyje Darogi” mają 3 klasy: Ljux – Люкс (drogie 2osobowe przedziały), Kupe – Kупе (3-4 osobowe przedziały) i Plackartnyj – Плацкарта (kuszetki bezprzedziałowe).

Rosja2010_0516-1920Wagony Plackarte występują w dwóch rodzajach, normalne i Firmiennyje – фирменныйплацкарт. Firmiennyje są po remoncie. Cena za nie jest nieco wyższa, ale są czystsze i mają klimatyzację. Proszę mi wierzyć, w trakcie upałów nie idzie wytrzymać w takiej nieklimatyzowanej puszce. Powietrze w nich stoi, a temperatura sięga grubo ponad 50st. Wszyscy siedzą w samych majtach, pot im kapie z sutków, a co bardziej hardkorowi przedstawiciele narodu „abstynentów” odurzają się alkoholem wystawiając na pokaz swoje zgrzybiałe stopy. Naprawdę polecam plackartnyj firmienyj. Różnica w cenie to jakieś 20zł (na dystansie Leningrad-Murmańsk), a dużo przyjemniej. Koszt biletu za pociąg tej klasy na tym dystansie, to dokładnie 2235,50 rubli. Kiedy usłyszeliśmy w kasie ile wynosi owa opłata, zaniemówiliśmy. W tym momencie już wiedzieliśmy, że to będzie bardzo droga wyprawa. Zaczynamy kluczyć po mieście, szukamy kawiarni, byle jaka kawa przy dworcu to wydatek ok 15zł. Wszędzie ceny jak z kosmosu. Lody w lodziarni/cafe za mniej niż 40zł bardzo trudno znaleźć. Piwo w pubie to wydatek ok 20zł, w sklepach ok 5zł. W dyskoncie na obrzeżach pomidory na wagę kosztują 20zł/kg podczas trwania promocji. Jeśli chodzi ogólnie o ceny to wszystko kosztuje tam od 20zł w górę. Wyjątek to fajki. Paczka LM 2zł.Wódka – za 10zł kupi się połówkę. Mamy 3 noclegi w Petersburgu, ceny wymusiły na nas wyjadanie resztek z podróży. Po mieście poruszaliśmy się na piechotę i metrem. W metrze stosuje się żetony i karty magnetyczne na kilka przejazdów. Na jednym żetonie można jeździć do woli, pod warunkiem, że nie wychodzimy na powierzchnię. Metro jest bardzo głęboko pod ziemią. Prowadzą do niego schody ruchome, które jadą ok 3min. Na dole są bardzo zawiłe tunele. Jest to dość ważna informacja gdyż ten środek komunikacji kursuje pomiędzy 5:45 a 24:25. My raz nonszalancko staliśmy na schodach zamiast biec i ostatni pociąg zwiał nam z przed nosa. Taksówki nie mają taryfikatora, dlatego należy uprzednio ustalić cenę za kurs – warto się targować bo dla obcokrajowców cena jest nawet 5 razy wyższa. Taksówek jest pełno, więc jak jeden nie chce jechać za naszą cenę, to drugi pojedzie. W restauracjach, pubach i barach, zalecam korzystanie z menu pisanego po rosyjsku, w menu po angielsku są wyższe ceny. Różnica może wynosić nawet kilkadziesiąt euro. Jadąc do Rosji musimy być przygotowani na to, że w dużych miastach każdy i na każdym kroku chce z nas zedrzeć totalnie kasę nie licząc się z niczym. A już szczególnie w pubach, restauracjach, barach, hotelach, hostelach, taksówkach, autobusach, na promach, w muzeach. Poruszając się schodami ruchomymi, komunikacją miejską, czy spacerując po mieście, nie powinniśmy przyglądać się ludziom oraz niewskazane jest uśmiechanie się do nich. Może to u nich wywołać agresję, aczkolwiek to się powoli zmienia. Może teraz kilka słów o tym czy oni w ogóle mają jakieś pozytywne cechy, bo z tego co napisałem powyżej to wynika, iż są tragiczni.  Z racji tego, że przyjechaliśmy tam z kołem naukowy (choć był to zupełny przypadek, bo po prostu chcieliśmy mieć tańsze bilety na pociąg i nocleg w akademiku) traktowano nas tam jak oficjalnych przedstawicieli Polskiej nauki, zostaliśmy zaproszeni wraz ze studentkami z Łódzkiego TiRu do domu jakiejś wykładowczyni na „skromny” poczęstunek. Nie jedliśmy od 3 dni więc ochoczo skorzystaliśmy z zaproszenia. W drzwiach przywitała nas dziewczyna z brzuchem na wierzchu i w samym staniku. Dalej stała laseczka w miniówce rozmiar bardzo mini. Mieszkanie dość specyficzne. Brązowe dywany na ścianach i podłodze, do tego brązowe meble. Wchodzimy do pokoju gościnnego, a tam brązowy stół ugina się od żarcia. Głównie były to bliny własnej roboty – coś pysznego. Starsza i gruba kobieta to nauczycielka akademicka. Przedstawiła nam swoje dziewczęta, a następnie dała krótki wykład o geografii regionu.

DSC_0111-1920Okazało się, że ta w najbardziej wyzywającym stroju to doktorantka, a jej ubiór to normalne odzienie wierzchnie idealne do pracy i pokazania się w nim na uczelni. Później gdy poszliśmy na ich uniwersytet, dziewczyna której dresscode wg. naszych standardów był ostro zachwiany, normalnie w tym samym stroju prowadziła konsultacje. Podczas wykładu, ja wraz z dwójką moich wygłodniałych kolegów byliśmy jedynymi jedzącymi osobami. Przypadkiem opróżniliśmy cały stół z żarcia. Po całym uroczystym przyjęciu, poszliśmy się zameldować. Nasz nocleg w akademiku jest lekko nielegalny. Co za tym idzie, nie mamy tzw. leginstracji. Kierowniczka chciała dorobić, dlatego też mieliśmy (jak się później okazało) pokój w bardzo korzystnej cenie 650 rubli za noc. Była to oczywiście łapówka. Udaliśmy się na pocztę gdzie można dokonać tej niezwykle koniecznej i ułatwiającej życie formalności. I zaczęły się schody. Na terenie Federacji trzeba mieć: paszport, wizę, voucher (my mieliśmy z hotelu w Jakucku), polisę ubezpieczeniową i meldunek. Ten ostatni kwitek normalnie wyrabiają w hotelach, ale można też na poczcie lub na komisariacie. Podanie o meldunek jest tak zrobione, że osoba która nie zna rosyjskiego nie jest w stanie go wypełnić. Spędziliśmy 3 godziny na wypełnianiu i poprawianiu podania. Nasze bukwy ciągle nie odpowiadały pani w okienku. Chciała wymusić na nas łapówkę, ale jedna Rosjanka wykłóciła się za nas. Meldunek to wg. ichniejszych władz mega ważny papier, a dla obcokrajowca to skrajny przykład ruskiej głupoty, nieuprzejmości, poniżania innych i dowód na to że państwo może w każdym momencie zrobić z Ciebie śmiecia i szpiega. Kiedy już skolekcjonowaliśmy wszystkie niezbędne papiery, pokserowaliśmy je, a oprócz tego porobiliśmy im zdjęcia.. Nareszcie możemy zająć się zwiedzaniem pięknego, acz przerażająco przytłaczającego miasta. Megalomania jest wszechotaczająca.

DSC_0101-1920Ogromne budynki, ulice mające po 7 pasów w jedną stronę. Przepych, złoto i kicz jest wszędzie. Udajemy się pod Pałac Zimowy. Nigdy nie widziałem większej kolejki do kasy, ale stoimy nie bacząc na nic. Ermitaż okazuje się być w przystępnej cenie. Dla studentów gratis. W środku jak na zewnątrz – ogromne powierzchnie. Kluczyliśmy po tym muzeum dobre 5 godzin. Wewnątrz są ławki, na których ludzie przysypiają ze zmęczenia. Sam tak miałem. Takiego ogromu dzieł sztuki nigdy nigdzie nie widziałem. A to ponoć i tak nie wszystko co mają. Idę o zakład, że do większości Rosja nie ma prawa i wiszą czy też stoją tam w 100% bezprawnie.

DSC_0198-1920No ale kto podskoczy niedźwiedziowi północy? Dalej udajemy się autobusem podmiejskim do Peterhofu. Ceny nie pamiętam ale była przystępna, coś w stylu 20zł. Tego miejsca nie chcę nadto komentować. Kicz, tandeta i złoto w ruskim stylu. Fascynujące natomiast są fontanny, a raczej ich konstrukcja. Zaprojektowano je podczas ogólnego zamysłu pałacu czyli w XVIIIw. Do ich zasilania stworzono skomplikowany system w oparciu różnicę potencjałów. Jednym słowem – fizyka w służbie ludzkości.

Rosja2010_0405-1920

W drodze powrotnej mijamy letnią rezydencję Putina. Porównując Peterhof i Ermitaż stwierdzam, że ten polityk otwarcie robi z siebie współczesnego cara. Prywatne lotniska i wszędzie ulubione przez Rosjan złoto oraz ogromne przestrzenie. Po powrocie dalej zwiedzamy miasto. Kunstkamere i słynny krążownik Aurora zostawiliśmy sobie na powrót. W końcu udajemy się na dworzec i jedziemy do Murmańska. Pociąg jedzie ok 24h. W środku cisza i spokój. Dziękujemy Bogu za wagon klimatyzowany, gdyż na dworze panują rekordowe upały. Człowiek który jeździ po pociągu z wózkiem pełnym zakąsek, kawy i herbaty, zorientował się, że jesteśmy z Polski. Przysiadł się do nas i zaczął opowiadać swoją historię. Podobno był żołnierzem długie lata. Wystąpił z armii ze względu na pogarszający się wzrok i kontuzję nogi. Państwo nie płaci mu żadnej renty, ale na szczęście pozwolono mu pracować w taki sposób. Ze łzami w oczach mówił o poświęceniu swojego życia dla Rosji oraz o tym jak teraz ojczyzna o nim zapomniała. Prosił nas byśmy w drodze powrotnej zwrócili uwagę na żebraków w Petersburgu. To sami kalecy weterani wojenni. Mówił, że ciężko się tu żyje ale kocha Rosję i nie chce jej opuszczać. Posiedział z nami, wypił trochę wódki i wrócił do pracy.

W okolicy Murmańska pogoda zdecydowanie się popsuła. Nie ma się co dziwić, w końcu jesteśmy na szerokości 68°58′N i do tego nad morzem.

Rosja2010_0559-1920Powoli udajemy się do wyjścia, za oknem widzę dwóch mężczyzn. Jeden milicjant, drugi „cywil”. Patrzą się na nas i idą równo z naszym krokiem. Staję w drzwiach pociągu gdy nagle owy cywil podchodzi i bez dzień dobry czy jakiegokolwiek okrzyku powitalnego zwraca się: Co robi tu trzech turystów z Polski w najmniej turystycznym mieście Rosji, dokumenty proszę? W tym momencie zwieracze mi puściły. Marek najlepiej mówi w ich języku, na spokojnie zaczyna się tłumaczyć. Informuje funkcjonariuszy, że przyjechaliśmy zobaczyć największe miasto za kołem podbiegunowym, muzeum geologiczne i przepiękny, znany na cały świat pomnik rosyjskiego żołnierza. Agent FSB przytakuje głową z pełną powagą na znak zrozumienia oraz zadaje kolejne pytanie: Gdzie będziecie spać? Tuja w Arktice (гостиницаАрктика – największy budynek w mieście)?

Rosja2010_0562-1920Marek odpowiada, jeszcze nie wiemy bo nawet nie zdążyliśmy wyjść z pociągu i zorientować się co gdzie i jak. Ale nam zależy na tanim noclegu. Tajniak szybko zasugerował: polecam, Kirowsk, tam jest bardzo dobrze rozwinięta baza noclegowa. Kirowsk to miasto położone 200km na południe od Murmańska. Po krótkiej i jakże przyjemnej rozmowie, pozwolono nam w pełni wyjść z pociągu i opuścić dworzec. Udajemy się na zwiedzanie miasta, które nie powala. Wygląda jak gigantyczna Retkinia, Nowa Huta czy inne znane ogromne blokowisko, aczkolwiek uważam, że ma swój urok.

DSC_0481-1920Super jest port i targ rybny. Jednak najciekawsza jest przede wszystkim roślinność, wszystko skarłowaciałe. Szczególnie było to widoczne na wzgórzach. Śmiało można powiedzieć, że dominuje tam lasotundra. To miasto nie jest już tak turystyczne jak Petersburg, co za tym idzie ludzie nie żyją tu z przyjezdnych, czyli można nieco bardziej zobaczyć i poznać ich zachowanie. Szarzy Rosjanie jak zwykle nie zawodzą. Wszyscy życzliwi, mili i przyjaźni. Szczęśliwi, że obcokrajowcy przyjeżdżają do nich na tak daleką północ. W trolejbusie jeden mężczyzna usłyszał nas mówiących po polsku i od razu zaoferował swoją pomoc. Jeśli chcemy to on może się z nami przejechać po mieście i opowiedzieć co widzimy. Wówczas nie mówiłem jeszcze zbyt dobrze po rosyjsku więc nie zrozumiałem wszystkiego, ale zrozumiałem, że cerkiew widoczną na zdjęciu ufundował, a raczej wykończył Putin po tragedii Kurska.

DSC_0525-1920Gentelman wskazał nam gdzie mamy wysiąść by dojść do pomnika sowieckiego żołnierza. Cóż  można o nim powiedzieć. Wielki betonowy odlew. Paskudztwo, chyba największe jakie w życiu widziałem. Co będę więcej opisywać. Po prostu zobaczcie sami.

DSC_0555-1920W końcu udajemy się do muzeum geologicznego, o którym wspominałem wcześniej. Mówiąc muzeum geologicznie ostro mijam się z prawdą, gdyż w rezultacie jest to muzeum wszystkiego! Począwszy od skał, poprzez faunę, florę,

DSC_0505-1920aż po historię włącznie. W tym momencie wielu osobom może wydawać się, iż czegoś nie zrozumiałem i w owym miejscu znajduje się prezentacja ogólnych informacji dotyczących regionu. Otóż moi drodzy, NIE!!! Na samej górze znalazł się dział poświęcony komunizmowi, a w nim m.in. dzieła Lenina, Marksa i Engelsa.

DSC_0519-1920Nie dość, że budynek nie jest w stanie nikogo oczarować, zbiory również, a raczej sposób ich prezentacji, to jeszcze na koniec karmią ludzi mądrościami tych czerwonych łbów. Psychika Rosjan jest bardzo ciekawa. Na ulicach gdy ich mijamy, są smutni, nieuśmiechnięci i ponurzy. Natomiast gdy okażemy potrzebę pomocy, lub gdy relacje międzyludzkie są powiedzmy przyjacielskie, to serce na talerzu oddadzą. Jednak gdy idą do pracy, zmieniają się diametralnie w ciężkie sowieckie łby, które potrafią zrobić problem tam gdzie go nie ma. Pewno to kiedyś się zmieni. A gdy już to nastąpi, muzeum w Murmańsku, będzie jednym z najwspanialszych na świecie. Bo potencjał ma ogromny. Czas nas powoli goni. Stwierdziliśmy że nie ma czego tu szukać – wyjeżdżamy i zgodnie z zaleceniami tajnych służb Federacji Rosyjskiej udajemy się do Kirowska. Zanim jednak wsiedliśmy do autobusu, ni z tego ni z owego koło nas zaczął się kręcić ów poznany wcześniej agent. Wsiadamy do Autobusu, tajniak wszedł za nami, zobaczył gdzie siedzimy, powiedział coś do kierowcy i wyszedł. Za nami wsiadła para ludzi koło 35lat. Byli lekko podpici. W drodze dalej dawkowali sobie alkotrunki. Po pewnym czasie przeżyłem totalny szok. Zaczynali mieć ochotę na coś więcej. W szczególności kobieta. Pocałunki z ukochanym oraz alkohol nie dawały już rady zaspokoić jej potrzeb. Chłopakowi chyba to nie przypadło do gustu bo uderzył swoją wybrankę. Ta jednak się nie poddała. Narzuciła mu na krocze kurtkę i zaczęła majstrować w rozporku. Po wszystkim mężczyzna powtórnie uderzył kobietę z otwartej ręki w twarz. Zniesmaczony, zażenowany i wystraszony poszedłem spać.Warto dodać że nawet na tak dalekiej północy drogi są naprawdę w dobrym stanie. No ale to Europejska część państwa. Kierowca wspaniałomyślnie lub na polecenie oficera służb dowiózł nas pod same drzwi hotelu. Jednak ceny powalały. W recepcji Pani bardzo uprzejmie poinformowała, że obok jest dużo tańsza turbaza dla uczniów. Niestety nas nie chcieli przyjąć, gdyż rano miała przyjechać kolonia. Obiecaliśmy że wyniesiemy się do 9 rano. Tym sposobem „za jedyne” 90zł udało nam się przenocować. Nazajutrz zwiedzamy miasto. Podobno jego status jest podobny do naszego Zakopanego, czyli jeden z głównych ośrodków turystyki górskiej oraz narciarstwa. Jednym słowem symbol Rosyjskiego miasta turystycznego. Wg. mnie daleko mu do takiego opisu. Raczej powiedziałbym, że to typowo przemysłowa osada. W oddali widać kopalnie, co chwila kursują pociągi z urobkiem skalnym, same bloki i brak typowego centrum. Ale góry prześliczne. Niestety nie udało nam się wejść na żaden szlak bo wszędzie były ostrzeżenia przed niedźwiedziami. W Kirowsku ciekawe są garaże. Z każdego wystaje komin. W sumie nic dziwnego. Zimą temp spada tu do -50. W takich warunkach nawet Łada Niva nie odpali bez pomocy.

DSC_0589-1920Żeby temu zapobiec, Rosjanie wstawiają do garaży piece. Oprócz tego co napisałem powyżej moją szczególną uwagę przyciągnął szpital. No nie daj bóg połamać się tam czy potrzebować pomocy. Choć może, jego wygląd zewnętrzny nie jest tożsamy z kompetencjami lekarzy i wyposażeniem.

DSC_0592-1920Udajemy się w końcu do miejscowości Apatyty. Stamtąd mamy nocny pociąg do Kiem, z którego ok. 7:40 wypływa prom na Wyspy Sołowieckie. Jeśli ktoś się tam wybiera, radzę być wcześnie rano w porcie. Na pokładzie niestety nie daję rady i dalej śpię, przez co krajobraz Morza Białego na tym dystansie nieco mi umknął. Marek jednak wykazywał się energią i dość szybko zintegrował się z grupą Rosjan. W końcu docieramy do Sołówek.

DSC_0684-1920Na brzegu pojawiają się babuszki i oferują nocleg. Umówiliśmy się z jedna, lecz zamiast od razu pójść do niej, integrowaliśmy się z poznaną uprzednio młodzieżą. Co później okazało się tragiczne w skutkach. Podczas biesiady powtórka z autokaru. W owej grupie była młoda para małżeńska. Lecz upili się do nieprzytomności. Chłopak zaczął chodzić po okolicy i się wietrzył. Młoda mężatka zwymiotowała i leżała w tym. Na ten widok podszedł do niej inny mężczyzna, który przyjechał tam z 14 letnim synem. Swojej pociesze kazał się nie patrzeć, a sam wsadził kobiecie rękę w majtki.

DSC_0688-1920Ona była nie przytomna i spała, a jej mąż był zbyt pijany by nawet to zauważyć. Po tej akcji stwierdziliśmy, że należy zmyć się jak najszybciej. Lecz do naszej babuszki nie szło się dodzwonić. Próbowaliśmy dogadać się z przechodnimi, ale nikt nie chciał pomóc. Nasi rosyjscy przyjaciele zachęcali nas byśmy spali z nimi w namiotach. No ale po tym co zobaczyliśmy, nocleg z nimi nie był tym o czym marzyliśmy. Najbardziej trzeźwa dziewczyna postanowiła nam pomóc w szukaniu noclegu. Oczywiście była tak pijana w sztok (żeby ktoś nie miał wątpliwości) i bez mała trzeba było pomóc jej chodzić. Jednak ostatecznie jej pomoc okazała się nieoceniona. Pomimo tego, że trzeba ja było nieść i bełkotała niesamowicie, to dogadała się z kimś kto dał nam nocleg. Spaliśmy w drewnianej chatce za 65zł. Prawdopodobnie był to budynek poobozowy.

DSC_0716-1920Promy łączące wyspy z lądem są co dwa dni, tak więc w przystępnej cenie jak na rosyjskie warunki spędziliśmy dwa dni w przepięknej okolicy o bujnej i interesującej historii. Oprócz promów istnieje połączenie lotnicze, lecz ceny nie na naszą kieszeń. Poza tym, do samolotu oprócz ludzi, wprowadza się żywy drób i bydło rogate jako bagaż podręczny, a sam pas startowy i terminal budzą niemałe obawy.

Rosja2010_0896-1920Obowiązkowo wykąpaliśmy się w Morzu Białym, jednak woda  była przerażająco zimna. Nadszedł dzień wypływu. Niestety nasz statek nie dotarł. Dla nas jest to fatalna informacja, bo przecież wiza oraz wykupiony bilet na pociąg do Polski nieubłagalnie odlicza nam czas pobytu w Rosji. Przypływa statek turystyczny z bogatymi mieszkańcami Moskwy. Marek rozmawia z kapitanem i mówi jaka jest sytuacja. Ten po krótkiej konsultacji z opiekunem partyjnym, czyli agentem FSB, który obowiązkowo jest na każdym promie wyraża zgodę by nas zabrać „na stopa” i doprowadzić do Biełomorska. Na statku budzimy niemałe podekscytowanie. Ludzie przychodzą i wypytują nas o wszystko. Jest bardzo sympatycznie. Młody mechanik pokładowy, dał nam po piwku, samodzielnie suszonej rybie, wyciągnął szampana Dagestańskiego oraz obdzielił każdego z nas widelcem. Dopływamy do kanału Białomorskiego. Szybko w naszej okolicy znalazł się funkcjonariusz FSB informując o zakazie fotografowania kanału. Ok godz. 24 dobijamy do brzegu. Niestety po drugiej stronie przekopu. Na horyzoncie widzimy nasyp i most kolejowy wraz z wartownią.

Rosja2010_1041-1920Idziemy w jego kierunku. W odległości 100 metrów od mostu słyszymy jak przez megafon wartownik krzyczy: most to strefa wojskowa, odsunąć się inaczej będę strzelać. Mówiąc to zaczął w nas celować. W panice zeskoczyliśmy z nasypu na drugą jego stronę. A tam regularna tajga. Las i trawy gęste, że nic nie widać na odległość 10cm. Nie ma nawet gdzie szpilki wepchnąć. Adam wpadł do bagna, trzeba było go wyciągać. W końcu powtórnie dotarliśmy do brzegu kanału gdzie była droga. Idąc wzdłuż szlaku komunikacyjnego doszliśmy do śluzy. Przy śluzie kolejna wartownia, tym razem dużo większa. Otoczona jest siatką i drutem kolczastym. Wszędzie tabliczki „Strefa militarna, nie podchodzić!” Po drugiej stronie kanału widać pełno radiowozów i pojazdów wojskowych. W środku budynku strażnicy, muszą być milicjanci i żołnierze. W płocie jednak jest dziura. Rodzi się pytanie. Przejść na drugą stronę i liczyć na łut szczęścia, że nikt nas nie usłyszy i nie zobaczy czy zostać tutaj. Zdecydowaliśmy się przejść. Uff, nic nam się nie stało. Pewno funkcjonariusze spali pijani. Mijamy zaparkowane radiowozy. Powoli puszczają nam nerwy. Cieszymy się jak dzieci. Może głupio to zabrzmi ale: żyjemy i nie jesteśmy w areszcie na przesłuchaniu. Teraz pora zmierzyć się z komarami, są jak szarańcza. Jest ich cała chmara, a gdy dolatują do nas wyglądają jak czarna chmura. W końcu dochodzimy do drogi głównej, prowadzącej do Biełomorska. Dosłownie sprzed nosa uciekł nam autobus. No nic, czekamy na kolejny. W oddali widzimy nadjeżdżające auto. Próbujemy złapać stopa, gdy nagle dostrzegamy czyj to pojazd. Milicjanci zatrzymali się i pytają czemu zatrzymujemy radiowóz. Szybkie tłumaczenie w stylu: nie zauważyliśmy, a chcemy dostać się do miasta. Funkcjonariusze zaoferowali swoją pomoc. Jeszcze nigdy nie jechałem w takiej ciszy. Każdy się bał nawet pisnąć, by nie zaczęli pytać jak tu dotarliśmy. Stara rozklekotana Łada Samara z zerwaną linką od prędkościomierze oraz zasilana LPG dowiozła nas na sam dworzec. Kilka min później miał przyjechać autobus do Pietrozawodzka, lecz nie było wolnych miejsc. Czatujemy na dworcu i czekamy na pociąg. Kasy otwierają  tuż przed jego odjazdem. Hura, nikt nie spóźnił się do pracy i są bilety, nawet w tym samym wagonie. Po 20h w podróży oraz wszelkich możliwych trudnościach w końcu jesteśmy w upragnionym środku transportu i możemy położyć się spać. Po osiągnięciu celu udajemy się do Botelu (hotel na wodzie). Upał i brak klimy. Jemy, śpimy i egzystujemy przy otwartych oknach oraz drzwiach, ale jest bardzo przyjemnie. Chcemy sobie zrobić wycieczkę na wyspę Kiży (wyspa na jeziorze Onega). Udajemy się do portu, a tam ceny totalnie z kosmosu. Wodolot w dwie strony dla Rosjan to wydatek rzędu 260zł, dla obcokrajowców coś koło 500zł. Próbujemy się dogadać w kilku firmach oferujących tego typu usługi. W jednej kasjerka powiedziała, że może nam sprzedać bilet dla Rosjan. Warunek był jeden, przy bramkach kontrolnych nie możemy mówić po polsku, bo jak nas namierzą każą dopłacić. Wyspa całkiem ładna. Cerkwie też niczego sobie. Zdecydowanie zasługują na ochronę UNESCO oraz warto odwiedzić, ale nie za cenę dla obcokrajowców.

DSC_0965-1920Koszt wycieczki oferowany Rosjanom wg. mnie jest ostro wygórowany, no ale tam wszystko jest drogie. Po odbyciu wycieczki, łapiemy busa do Sortawały. Po drodze kolejna przygoda z władzami. Ok 100km przed granicą z Finlandią, zatrzymują nas pogranicznicy. Znowu padają pytania co tu robimy, a także wmawiają nam chęć ucieczki do ich bezpośredniego sąsiada. Oczywiście celnicy nie biorą pod uwagę tego, że Finlandia i Polska należą do Unii Europejskiej. Po skrajnie głupiej dyskusji jedziemy. W Sortawale nocujemy w komórce z grzybem (pokojem wieloosobowym tego nie można nazwać) i nacjonalistą Ukraińskim. Cena za ten skrajny syf – 110zł! I było to najtańszy hotel w mieście.

DSC_1115-1920Podobnie jak w Pietrozawodzku postanowiliśmy urządzić sobie wycieczkę na jedną z wysp jeziora Ładoga. Ze względu na bardzo interesując kompleks sakralny wybraliśmy Wałaam. W końcu wracamy do Petersburga. Śpimy w tym samym akademiku co poprzednio. Na koniec zwiedzamy Aurorę, na którą wstęp jest gratis. Ciekawe, iż symbol cierpienia i chyba największych mordów w historii, stoi nieopodal umiłowanego przez wszystkich Gazpromu.

DSC_1158-1920Zachęcam do odsłuchania hymnu gazowego potentata (oto link – śpiewa sam prezes). Ostatnim celem było odwiedzenie Kunstkamery, oraz słynnej wystawy osobliwości Piotra Pierwszego. Ja nazywam to kolekcją płodów w formalinie. Bo nic poza tym, tam nie ma.

Rosja2010_0346-1920Adam udał się jeszcze do Carskiego Sioła. Zrezygnowałem z tego, gdyż z opisów wynikało, że jest to coś w podobnie Peterhofu, a ja nie jestem szczególnym fanem ociekającego złota. Już wolę bloki. Wracając pociągiem mieliśmy postój w Orszy. Poszliśmy na spokojnie zjeść do restauracji. Dostałem tam kawę ze skwaśniałym mlekiem. Na koniec poszliśmy się wykąpać w Dnieprze. Niestety przyczepiła się do nas grupa starszych nacjonalistycznie nastawionych Białorusinów. Coś tam gadali o Łukaszence. To ponoć wspaniały polityk dobry i dobry człowiek, a Polska się wtrąca. Żadnej fizycznej agresji nie okazywali, ale nie było przyjemnie. Tak oto upłynęła mi podróż do państwa rad. Podsumowując, Rosja nie jest tania. Ceny na każdym kroku powalają. Przez 14 dni zostawiłem tam ok. 4200zł! Trzeba się ostro nagimnastykować by nie stracić majątku. Krajobrazy przepiękne, pod warunkiem że nie zostały zmienione przez człowieka. Ludzie bardzo sympatyczni i przyjaźnie nastawieni. Należy jednak uważać na wszelkich stróżów porządku i prawa. Wszystkie papiery świadczące o legalnym pobycie należy mieć zawsze przy sobie, gdyż są one kontrolowane na każdym kroku. Zapraszam również na mojego fotobloga gdzie jest pełno fascynującej zdjęć przyrody oraz do oceniania i polecania posta (zdjęcia zawarte w blogu oraz na fotoblogu wykonali: A. Bartnik oraz M. Walisch – za możliwość ich udostępnienie serdecznie dziękuję, dodatkowa informują iż wszelkie prawa autorski należą do wspomnianych powyżej panów).

Aha i jeszcze jedno. Po godz. 22 albo 23 (dokładnie nie pamiętam) obowiązuje prohibicja.

9 thoughts on “Petersburg-Murmańsk-Sołówki

  1. Świetna relacja! Jedna z lepszych jakie ostatnio czytałem. Jest coś za tą wschodnią granicą co mnie strasznie tam ciągnie. Dotychczas byłem tylko na Ukrainie ale wystarczyło aby zasiać ciekawość. Muszę się tylko nauczyć rosyjskiego i w drogę.
    Rozumiem też powód wyjazdu w to miejsce. Przyznam, że myśląc o Murmańsku i ewentualnej wyprawie w tamte strony mam prawie identyczne skojarzenia/myśli jak Ty.
    W wolnej chwili przeczytam sobie pozostałe Twoje wyprawy.
    Dzięki!

  2. „Pamiętam jak dziś, 4 klasę szkoły podstawowej. Nowe przedmioty, a wśród nich geografia, z którą później zwiążę swoje życie. Wówczas to po raz pierwszy zobaczyłem ogromne mapy ścienne.”

    A świstak siedzi i zawija w sreberka…

    • Po pierwsze: nie Pani, a Pan. Po drugie, publicznie nie chcę tego aż tak dobitnie nazwać:) Powiem tak, gdy w „państwie prawa” jakim jest Rosja interesują się tobą służby wewnętrzne i dają Ci to odczuć, to puszczenie przy nich bączka jest (nazwijmy to tak) względnym zachowaniem spokoju i powagi sytuacji:) Dzięki za przejrzenie posta/bloga, wpis i trafną uwagę:)

  3. Bardzo ciekawa relacja i zdjęcia na fotoblogu!
    Co do podróży pociągiem… Cóż, jazda w wagonie plackartnym ma swój urok, ale nie każdemu odpowiada. Zapachy rzeczywiście nie są za przyjemne, szczególnie w czasie upałów, jak wspomniałeś. Ja do odoru potu i wódki dorzuciłbym jeszcze suszone ryby, które są chyba nieodłącznym elementem takich długich tras. My chcieliśmy otworzyć okno, ale rosyjscy współtowarzysze podróży się nie zgodzili. Na dodatek w przedziale obok kilkuletnie dziecko zesikało się centralnie na środku wnęki… 😀

  4. Witam, super wpis.
    Ile czasu Pana zdaniem należy poświęcić na Sołówki? Pytam o czas na miejscu, bez dojazdu, dolotu, czy co tam kto woli.
    Pozdrawiam,
    DBS

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s